Polskie i niemieckie dzieci sieci

Spotkali się Amerykanin i Niemiec z Polakami – trochę jak w starym dowcipie – by odsłonić pierwszy na świecie pomnik dedykowany wikipedii, znanej encyklopedii internetowej, stworzonej przez społeczeństwo wikipedystów na całym świecie. Miało to miejsce jesienią zeszłego roku ale nie w Dolinie Krzemowej, gdzie fundacja Wikimedia Foundation, organizacja niedochodowa, odpowiedzialna za projekt o otwartej treści, ma swoją siedzibę, lecz w dolinie Odry, w małym miasteczku akademickim, tuż przy granicy polsko-niemieckiej, w Słubicach. Pomysłodawca pomnika, dyrektor administracyjny Collegium Polonicum, Krzysztof Wojciechowski, zaprosił gości z organizacji wspierających otwartą encyklopedię z Niemiec, Polski i z USA, żeby tym pomnikiem oddać hołd „tysiącom redaktorów dzięki których pracy powstaje wikipedia, największy projekt współtworzony na świecie“ (napis na pomniku).

Duma. Zwątpienia. Radość

Amerikanin w swoim przemówieniu na placu frankfurckim podkreślał powód do dumy, który mają wikipedyści, a szczególnie dumne mogą być polsko- i niemieckojęzyczne społeczności wikipedii, które są wyjątkowo aktywne. Słowo „proud“ padło chyba kilkanaście razy. Przedstawiciel stowarzyszenia Wikimedia Deutschland e.V. w swojej laudacji podchodził do pomnika sceptycznie. Najpierw zadał pytanie, „czym jest pomnik?“, po czym filozoficznie tłumaczył zjawisko pomników słowami Marcina Lutra. W końcu wyraził swoje zwątpienie, czy jest to dobry moment na odsłonięcie pomnika, gdyż rozwój wikipedii znajduje się obecnie w martwym punkcie. A Polacy? Polscy mówcy po prostu się cieszyli. Cieszyli się, że chwali się rodaków za bezinteresowną pracę, że udało się sfinansować ten wyjątkowy projekt własnymi siłami (z budżetu miasta), że mają takiego zdolnego artystę w swoim mieście – doktoranta Collegium Polonicum z Armenii, że pomnik wzbudził zainteresowanie międzynarodowych mediów, i że przyszło tylu ludzi w tym deszczowym dniu – nie tylko ze środowiska akademickiego, lecz też zwykłych Słubiczan. (Zainteresowanie wydarzeniem ze strony Frankfurtu było niestety niewielkie).

Przemówienia te odzwierciedlają dobrze różnice kulturowe w podejściu do otwartego społeczeństwa informatycznego, w którym żyjemy dzięki internetowi.


Manifest My, dzieci sieci

Piotr Czerski, trzydziestoletni poeta i prozaik, opisał trzy lata temu w słynnym manifeście „My, dzieci sieci“ – który został przetłumaczony na kilkanaście języków i opublikowany m.in. w niemieckim tygodniku „Die Zeit“ – swoją generację jako pokolenie, które „dorastało z siecią – i w sieci“, które „nie korzysta z sieci“, lecz „w niej i z nią żyje“.

Acta – nie oddamy

Pod hasłem „Nie oddamy“ tworzył się właśnie szeroki protest w Polsce przeciwko podpisaniu umowy handlowej dotyczącej zwalczania obrotu towarami podrabianymi (ACTA) przez Unię Europejską. We wszystkich dużych miastach odbyły się manifestacje. Protesty polskie przeciwko podpisaniu ACTy, które według aktywistów ograniczyłoby wolność w Internecie, przeniosły się z sukcesem do Brukseli. Wolności sieci nie oddano w ręce koncernów roszczących sobie prawa autorskie, umowy nie podpisano.

W Niemczech protesty odbyły się w zupełnie innej skali. Protesty to raczej fenomen marginalny. Tok myślenia niemieckich aktywistów sieciowych jak ze środowiska wokół organizacji hakerów CCC lub stowarzyszenia Digitale Gesellschaft (cyfrowe społeczeństwo) może odbiega trochę od tych w Polsce i ciężko zaktywować zwykłych ludzi. Zresztą z hasłami jak „Stasi 2.0“ dotyczą raczej tematyki ochrony danych – i przypomina to raczej dyskusje z lat 1980-tych. Polskie społeczeństwo ze swoimi otwartymi profilami na facebooku czy xingu już od dłuższego czasu żyje w erze post-privacy, czyli w dobie po prywatności.

Inna wizja społeczna

Młode pokolenie Polaków, pisze Czerski w manifeście dalej, ma „inną wizję struktury społecznej“ powinna być ona sieciowa, a nie hierarchiczna,“ tak że można „spróbować podjąć dialog i nie potrzeba do tego uprawnień wynikających ze społecznego statusu“.

I rzeczywiście: gdy użytkownik @regsprecher, rzecznik prasowy rządu federalnego, traktuje Twitter jak biuletyn prasowy w 140 znakach, z niektórymi politykami polskimi (jak np. marszałkiem sejmu i byłym ministrem spraw zagranicznych @sikorskiradek) można dyskutować bez problemu publicznie na Twitterze, pod warunkiem, że użytkownicy zachowują odpowiedni poziom. W Niemczech jest to możliwe tylko z niewieloma politykami, głównie z opozycji (jak np. @VolkerBeck).

german angst

W Niemczech panuje wciąż strach – przysłowiowy german angst, że ktoś może wykorzystać dane w niewłaściwym celu. Polski rząd świadomie publikuje swoje zdjęcia na Flickrze pod wolną licencją, wiedząc że powielanie wysokojakościowych zdjęć, które jest możliwe dzięki takiemu licencjonowaniu, ma pozytywny wpływ na wizerunek Polski i jej rząd.

Niemieckie publiczne rozgłośnie radiowo-telewizyjne RBB i MDR, które odziedziczyły produkcje filmowe i seriale po państwowej NRD-owskiej telewizji, wciąż próbują sprzedać takie „starocie” na DVD. W Polsce wytwórnie filmowe jak TOR albo Kadr udostępniają PRL-owskie produkcje za darmo na Youtub’ie – produkcje i tak sfinansowały dawne pokolenia – w ten sposób przekazując dziedzictwo kulturowe dzisiejszej grupie odbiorców. „Uczestniczyć w kulturze nie jest dla nas czymś odświętnym“ – czytamy na ten temat w manifeście „My, dzieci sieci“.

Wydaje się, że w Niemczech nawet młodsze pokolenia boją się złych stron wolnego internetu. Gdy ostatnio byłem na wycieczce z polsko-niemiecką grupą studentów w restauracji w Świnoujściu, polscy studenci wyciągali swoje smartfony i tablety i bez wahania korzystali z ogólnodostępnej sieci WiFi (bez zabezpieczenia przez hasło). Niemieccy koledzy jednocześnie zaczęli dyskutować o braku odpowiedzialności udostępniania internetu bez hasła. W ich opinii takie zachowanie restauratora sprzyja terroryzmowi międzynarodowemu. Polacy cieszyli się z darmowego internetu, zwłaszcza, że w niemieckim ośrodku na wyspie, gdzie grupa nocowała, nawet zasięgu sieci komórkowych nie było, nie mówiąc o internecie. Nikt instrukcji typu „jak zbudować bombę“ nie ściągał.

Jeszcze liczne przykłady mogłyby pokazać różnice kulturowe między Niemcami a Polakami w kwestii społeczeństwa cyfrowego. Tak jak nauczyli się wschodni Niemcy od Polaków jak walczyć o wolność w latach 1980-tych, dzisiejsze społeczeństwo niemieckie mogłoby nauczyć się jak żyć w wolności internetowej w dobie informatycznej.

Współpraca między narodami poprzez internet funkcjonuje doskonale – jak widać na przykładzie Wikipedii.

Autor tekstu, A.fiedler, jest (raczej średnioaktywnym) redaktorem niemiecko- i polskojęzycznej Wikipedii

IMG_3621

Über fidzikowski

polonophiler Berliner
Dieser Beitrag wurde unter Polski abgelegt und mit , verschlagwortet. Setze ein Lesezeichen auf den Permalink.

Kommentar verfassen

Trage deine Daten unten ein oder klicke ein Icon um dich einzuloggen:

WordPress.com-Logo

Du kommentierst mit Deinem WordPress.com-Konto. Abmelden /  Ändern )

Google Foto

Du kommentierst mit Deinem Google-Konto. Abmelden /  Ändern )

Twitter-Bild

Du kommentierst mit Deinem Twitter-Konto. Abmelden /  Ändern )

Facebook-Foto

Du kommentierst mit Deinem Facebook-Konto. Abmelden /  Ändern )

Verbinde mit %s